Hiszpania

wpis w: Opowiadania | 0

Czy będąc podlotkami marzyliście o nowych doznaniach? Skąd czerpaliście wiedze o sztuce miłosnej? Czy pamiętacie swoje pierwsze kroki w świecie seksu?

Zatrzymać czas. Zawrócić 18 rozdziałów. Przed tym co trzeba, co warto. Czasy licealne, lata 90-te. Podróż na południe Hiszpanii nieklimatyzowanym autobusem. Postoje
na przydrożnych europejskich campingach, których łazienki przewyższały standardem wyposażenie polskich moteli. Zuchwałe kradzieże arbuzów prosto z pola, które jedliśmy za trzech, łapczywie, opryskani lepkim sokiem. Noclegi w Austrii w przestronnym nieskazitelnie czystym schronie atomowym. I powrót z Hiszpanii połączony był z ucieczką przed falą powodzi tysiąclecia, która zawładnęła wówczas Czechami.

Do dziś pamiętam kilka szczegółów z Hiszpanii: wypaloną ziemię Andaluzji, po której sunął nasz stłoczony pojazd. Wiersze pisane na kolanie. Wino tańsze od wody o cierpkim posmaku. Skrupulatnie liczone impulsy karty telefonicznej zjadanej zachłannie przez automat. I skarpa nad oceanem, na której bezwstydnie wystawiałyśmy nastoletnie, pozbawione staników piersi o barwie pergaminu.

Jednym z miejsc, w którym zatrzymaliśmy się na dużej była Barcelona. „…Barcelona – It was the first time that we met. Barcelona – How can I forget…” mogłabym zanucić za Freddim Mercury. Miasto pieśni, blichtru i światła. Założone przez Fenicjan w III w pne, opanowane przez Maurów, które pod ich panowaniem pozostało blisko 100 lat hipnotyzowało nastolatków z prowincjonalnych miast wschodniej Europy. Bez kart „Euro student” pozbawieni byliśmy możliwości zniżek przysługujących turystom z krajów Unii Europejskiej.
Bez szans na droższe muzea. Bez szans na Nueva Cocina Vasca. Z wypiekami na twarzy spacerowaliśmy po ogrodach Parku Güell , zaprojektowanego przez katalońskiego architekta Antonio Gaudíego. Konfrontowaliśmy z rzeczywistością strzelistość wież kościoła Sagrada de Família, jednego z najwyższych kościołów świata.

Miasto całe niemal przetykane sklepami, tonącymi w blasku słońca. Tak odległa od wspomnień mojego miasta, w którym główną atrakcją było poszarzałe centrum handlowe o nazwie „Jubilat” oraz kilka osiedlowych punktów z kasetami wideo. Na schodach „Jubilatu” paliłyśmy szybkie papierosy znikąd, (Sporty bądź Radomskie), wertując po kryjomu artykuły
nastolatków o problemach z erekcją w „Bravo Girl”.

I nagle Barcelona. Spiekota. Po całodniowym zwiedzaniu, kilka godzin czasu wolnego wielkodusznie ofiarowanych przez naszych opiekunów przyjęłyśmy z ulgą. Centrum miasta. Nagle koleżanka zatrzymuje mnie kobiecym, zdecydowanym gestem. Chwyta za rękę i wprowadza do pobliskiego, przeszklonego pawilonu, szepcząc coś na ucho w zgiełku miasta. Przestronne wnętrze wypełnione ciepłym światłem, wypełnione szklanymi gablotami. Na półkach wyeksponowane sztuczne penisy rozmaitych kształtów i rozmiarów. Posegregowane według kolorów tanie wibratory i wielkie dildo. Gdzieniegdzie rozwieszona i pieczołowicie poskładana wyrafinowana erotyczna bielizna. Gubię się pomiędzy alejkami na olbrzymiej powierzchni, odnalezienie drogi utrudniają wszechobecne gadżety erotyczne umieszczone na uginających się półkach. Przecieram oczy ze zdumienia i ciekawości. Posadzka trzeszczy pod stopami. Przystaje przed tajemniczymi kabinami, z których wydobywają się męskie odgłosy. Kurczowo trzymane kulki gejszy wymykają mi się z rąk…

Dotychczas seks zabawki i ich świat był mi kompletnie obcy. W świat wyrafinowanego seksu wprowadził mnie film „9 i pół tygodnia”. Pojęcie o miłości zmysłowej budowałam
na podstawie kilku obrazów filmu „Casablanka” czy „Przeminęło z wiatrem”. Tęsknoty Anny Kareniny wprowadzały w wysublimowany świat kobiecej psychiki, w enklawę miłosnych doznań. O tym, że sex gadżety istnieją nie miałam zielonego pojęcia.

Akcesoria erotyczne spotkałam na swojej drodze po raz drugi kilka lat później. Jako studentka wraz z koleżanką dostałam misję zakupu prezentu na wieczór panieński. W końcu każda panna młoda pragnęła dostać pierwszą kolorową podwiązkę czy zabawny gadżet erotyczny w trakcie wieczoru panieńskiego. W stolicy nietrudno było o taki zakup. Bez problemu można znaleźć w samym centrum miasta seks shop gdzie z okien kusi bielizna erotyczna, a na półkach wabią sex zabawki. Pierwsze nasze kroki prowadziły w mroczne podziemia dworca centralnego. Wzrok zatrzymałyśmy na osłoniętych witrynach sklepów dla dorosłych. Małe klitki po brzegi wypełniały gadżety erotyczne, które mogły zaciekawić niejednego przechodnia. Standard wnętrza sklepów daleki był od wyrafinowanego wnętrza pawilonu w Barcelonie. Poutykane pod ladą pudełka wibratorów nie specjalnie zachęcały do zakupu. Wybór był niewielki a sex gadżety pozbawione atestów nie wzbudzały zaufania. Pan zademonstrował jak działa różowy wibrator tuż przed naszym zawstydzonym nosem. W końcu udało się wybrać interesujący nas gadżet erotyczny. Sklepik stawał się coraz bardziej stłoczony. Mężczyźni w skórzanych kurtkach oglądali pozostałe akcesoria przyglądając się nam spode łba. Brak komfortu i dyskrecji skutecznie odstraszył nas od zakupów w podziemnych sklepikach.

Trzeba przyznać, że właściciele niniejszych przybytków utrzymywali się z powodzeniem. Całkiem nieźle prosperujące sklepy zachęcały centralnym położeniem i niewyśrubowanymi cenami. Pojedyncze seks shop zniknęły razem z większą częścią podziemnych pawilonów w skutek podwyższenia czynszu przez zarządzającą podziemiami spółkę Warszawskie Przejścia Podziemne. Po wygaśnięciu dzierżawy tego terenu, Zarząd Dróg Miejskich przyznał Spółce prawo do jego administrowania. Podniesione stawki czynszu tłumaczono koniecznością poczynienia wysokich nakładów finansowych.

Drugim zagłębiem sex shop i klubów erotycznych na mapie stolicy jest ulica Jana Pawła II, w czasach PRL-u znana pod nazwą Juliana Marchlewskiego. Za dnia sklepy przy Jana Pawła większość mieszkańców mija z przyspieszonym krokiem. Wieczór zachęca klientów do dyskretniejszych zakupów. Trzeba przyznać, że lokalizacja niniejszych przybytków do dziś budzi kontrowersje części społeczeństwa.

Warszawiacy mawiają, że najstarszym seks shop w Warszawie był sklep na Wołoskiej. Z resztą w latach 90 sklepów nie było zbyt dużo i posiadały wspólnego dostawcę.

Obecnie rynek przybytków typu seks shop jest bardziej zróżnicowany, a większość sklepów ma swoją stronę online. Rozwijający się rynek seks shop online wyszedł naprzeciw jeszcze dość pruderyjnemu odbiorcy w naszym kraju. Szeroko dostępne seks gadżety, szczegółowe opisy, zdjęcia i opinie klientów a przede wszystkim szybka i dyskretna dostawa przyciągają rzesze klientów do eksperymentowania w sztuce ars amandi. Akcesoria erotyczne zachwycają wyglądem i jakością wykonania. Posiadają wszelkie wymagane atesty bezpieczeństwa. Za Wisłocką pozostaje tylko zachęcać do czerpania radości z seksu i przełamywania barier w doświadczaniu sztuki kochania.

Zostaw Komentarz